Porównanie warunków życia i mentalności

Minęło już sporo czasu od ostatniego posta, przyszedł czas na podsumowanie. Opiszę jak wyglądają warunki życia w Aberystwyth i Walii i same mieszkania. Zacznijmy od “tradycji” Brytyjczyków. W Walii wszystko robi się byle było zrobione na szybko, większość prac to fuszerki, ostateczny efekt pracy można nazwać “drogim śmieciem”. Remont mieszkania robi się zimą, bo budowlańcy oczekują dobrej pogody, więc niczym dziwnym dla Brytyjczyków nie jest remont okien w lutym. Zostałem z dziurawą framugą i pękniętą szybą na 9 dni w pokoju w domu studenckim. W nocy temperatura w sypialni spadała do 5°C, czyli do temperatury, jaka normalnie panuje w tamtejszej łazience bez grzejnika; w łazience nie ma też kontaktów, żeby podłączyć grzejnik czy golarkę. W salonie też rzadko bywają grzejniki. Przez 3 lata nie widziałem, żeby w jakiejkolwiek łazience był kontakt, więc suszenie włosów przenosi się do pokoju, czasami do kuchni.

W takim stanie zostało moje okno po remoncie. Po remoncie.

W takim stanie zostało moje okno po remoncie. Po remoncie.

Z grzejnikami jest różnie, ale jak masz w mieszkaniu ogrzewanie na gaz, to prawdopodobnie będzie cieplej, niż mając ogrzewanie na prąd. Wiele mieszkań używa systemu Economy 7 – prąd jest blisko 3x tańszy w godzinach od 2 do 7 rano (zależnie od rejonu), wtedy w pokojach masz grzejniki elektryczne, które składają się z grzałki i cegieł. W ciągu tych nocnych godzin grzejnik ma nagrzać cegły, tak, żeby to z nich czerpać ciepło w ciągu dnia. Mając taki 3000W grzejnik w 20mm pokoju, nie łudź się, że temperatura będzie na poziomie 18°C. O ile w Polsce normalne jest, że zimą się grzeje i gdy na zewnątrz jest -20°C, w domu jest +25°C i można chodzić w koszulce, o tyle w UK, gdy na dworze jest 5°C w domu będzie 10°C. Brytyjczycy uważają, że jest to całkowicie normalne, bo przecież jest zima. Tutaj wytknę ich hipokryzję – sezonowość temperatur w domu jest zachowana, zimą jest zimno, latem jest upalnie i oni to rozumieją, ale na pewno nie zrozumieliby, gdyby wczesną wiosną brakło jabłek czy pomidorów w sklepach.
Kiedy wprowadziłem się do mieszkania, które znajduje się w domu mającym w nazwie “Villa” (domy w Walii mają swoje nazwy własne, które dodaje się w adresie), od samego początku miałem przygody z grzybem, pleśnią i wilgocią. W 4 pomieszczeniach w mieszkaniu nie ma żadnej wentylacji, oprócz jednej w łazience, zamontowanej centralnie nad prysznicem. W pierwsze dni po wprowadzeniu się do mieszkania znalazłem grzyba za firanką w sypialni, w półko-ściance w salonie, za spłuczką w łazience oraz smród zgnilizny w piwnicy. Cieknąca woda z kranu, dopływu do pralki, toalety, rury ze ściekami przechodzącej przez piwnicę nie jest w Walii problemem, co więcej – jak zapewniał mnie właściciel mieszkania – oni wody w UK mają za dużo i nie wiedzą jak jej się pozbyć! I znowu hipokryzja: chociaż twierdzą, że mają za dużo wody, to nie jest ona darmowa, jak w Irlandii czy na Islandii, a opłata za ścieki jest wyższa niż w Polsce. Mieszkałem w 3 różnych mieszkaniach przez 3 lata i w każdym z czegoś ciekła woda. Znajomi mieli te same problemy, czy to prysznic, bojler, spłuczka czy rura ze ściekami. W każdej umowie o mieszkanie zawarty był punkt, zgodnie z którym wynajmujący ma obowiązek zgłaszać usterki właścicielowi, a właściciel mieszkania je naprawiać. O ile właściciel uzna, że cieknąca woda to problem, naprawi, nie trzeba jednak długo czekać, aż problem powróci, bo jak pisałem, wiele napraw to fuszerki, byle taniej, byle szybko. Cytat z maila od właściciela:

After visiting lots of plumbing suppliers in vain  trying to gain a  replacement  flush valve. Unfortunately they have just informed me today that the cistern is likely to be a foreign import and they are unable to locate a part.

Poniżej piękne przykłady:

Na zdjęciu dwie rury w piwnicy, w obu cieknie, podczas deszczu cieknie też ze ściany. W tle czujnik dymu.

Dwie rury w piwnicy, z obu cieknie, podczas deszczu cieknie też ze ściany. Za to w tle czujnik dymu.

od kilku dni coś śmierdziało za pralką, to tylko woda

Od kilku dni coś śmierdziało za pralką.. Na szczęście to tylko woda, właściciel wymienił uszczelkę i wytarł grzyba szmatą, bez rękawiczek, skaleczył się, co też jest częste i upaprał zagrzybioną ścianę krwią.

Grzyba widziałem w każdym budynku, w jakim miałem pokój. Czy to na suficie, bo ktoś zalał swoje mieszkanie, w piwnicy, bo cieknie rura, a może na strychu, bo robotnicy zrobili dziurę w dachu późną jesienią i załatali dopiero wiosną. Znajoma opowiadała mi, że u w jej mieszkaniu przeciekał dach, nie mogła wytrzymać wilgoci w domu, wyprowadziła się, a jej byli współlokatorzy poinformowali ją tydzień później, że zarwał się sufit w salonie, bo beton był za mokry i konstrukcja nie wytrzymała…

Do tego wszechobecna czystość…

Zdolności kulinarne Londyńczyka 2. roku studiów ;)

Naleśnik w wykonaniu Londyńczyka 2. roku studiów ;)

No, dobra to tyle narzekania na wodę. Pomówmy o czymś przyjemniejszym. W Walii jest cicho, nie ma śmieci na zewnątrz, to coś co pierwsze rzuca się w oczy każdemu, kto tu przyjedzie z Polski. Śmieci w lesie, na łące czy w mieście są rzadkością. Zawsze jak wracam do rodzinnego miasta w Polsce, zaraz za domem widzę górkę śmieci, popiołu, do tego puszki, butelki czy plastikowe kubki, w rzece czy stawie pływają folie i puszki, drogi i mury są zamazane wulgarnymi słowami. W Walii widziałem to tylko w jednym miejscu – w polskiej dzielnicy w Aber. Jak na plaży zauważysz potłuczoną butelkę po piwie, z pewnością będzie to butelka po lechu albo tyskim. Walijczycy dbają o dobro publiczne, bo wiedzą, że to ich wspólne, czyli każdego, a w Polsce panuje przekonanie, że to co wspólne, to niczyje. W parku można zobaczyć np. nieuszkodzoną ławkę postawioną w 1999 r. Żeby się o tym przekonać, możesz przejrzeć moją galerię zdjęć z Aberystwyth lub północnej Walii.

Małe owieczki

Małe owieczki

W Polsce zabytki są pod kontrolą konserwatora, jeśli zepsuła się klamka, konserwator musi wyrazić zgodę na jej wymianę, co może trwać tygodniami. W Walii? Możesz chodzić po murach zamków, schodzić do piwnic, chodzić i robić co chcesz. W Aberystwyth są ruiny zamku, których większa część znajduje się na wzgórzu, a reszta od 200 lat pod wodą. Zamek jest zamieniony na mały park, część służy jako boisko, plac zabaw, inna część do odpoczynku, można się położyć na trawie czy usiąść na ławce i zjeść spokojnie obiad… Nie wiem, czy w Polsce konserwator wydałby zgodę na budowę placu zabaw na ruinach zamku.

Ławka w parku

Ławka w ruinach zamku

 

Starożytny obóz rzymski

Starożytny fort rzymski

 

Przejście po murach zamku w Conwy

Przejście po murach zamku w Conwy

[Total: 0    Average: 0/5]