Kilka lat temu, żeby zdobyć trochę doświadczenia poza Java i Ruby, zabrałem się za naukę Qt4.8 i C++. W ramach tego ćwiczenia zacząłem pracować nad aplikacją, która nie istniała wtedy na Linuxa i pewnie do dziś jest tego typu unikalnym programem na pingwina i diabełka.
Aplikacja była pisana na wymogi prowadzenia firmy taty, gdzie z względu kosztów licencyjnych zrezygnowaliśmy ze środowiska Windowsa. W firmie od 6 lat używane są tylko systemy Linuxowe (KUbuntu i openSUSE).

QFakturat był pisany początkowo w Qt4.8 na Linux, jednak z czasem części kodu zostały przepisane na Qt5 oraz dodana została kompatybilność dla systemów *BSD. Nigdy nie próbowałem portować aplikacji na Windowsa ani OS Xa, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy działa.

Screenshot_20160509_150456

Obecna funkcjonalność programu:

  • wystawianie faktur w PDF (i tylko PDF)
  • obsługa kilku sprzedawców
  • zapisywanie/edytowanie/usuwanie klientów
  • zarządzanie produktami
  • automatyczne konwertowanie kwot brutto<->netto<->podatek przy zmianie jednej z wartości
  • spersonalizowane faktury – pozwalają na ustawienie własnego tekstu w stopce faktury i na lewym boku
  • 3 skórki programu
  • walidacja i opcjonalne formatowanie NIPu
  • wysoka elastyczność programu (sam możesz ustawić rodzaje faktu, listę stawek VAT, metody zapłaty, czas na zapłatę czy obsługiwane waluty)
  • zarządzanie produktami i filtrowanie sprzedanych/dostępnych produktów/usług.

Continue reading

Tor_logo1Stawianie serwera w Tor jest bardzo proste, jednak niewiele osób wie jak to zrobić, wiele osób myśli, że używanie Tora jest jednoznaczne z byciem przestępcą lub handlem narkotykami. No cóż… jest w tym sporo racji, takie możliwości ukrywania swojej tożsamości daje sieć Tor.

W tym poradniku użyję serwera `nginx` i paczki `tor` dostępnej chyba w każdej dystrybucji Linuxa, więc nie powinno być problemu z ich instalacją. Domeny serwerów Tor charakteryzują się końcówką .onion, przykładem dobrej i znanej strony jest serwis noreason, zbierający wszelkiego typu dokumenty/książki, których rząd nie chce żebyś znał.

W tym poradniku pokażę, jak publikować prostą stronę HTLM w Torze. Jeśli potrzebujesz czegoś z PHP/Ruby/Python, odpowiednia konfiguracja serwera i nginxa należy do Ciebie.

Continue reading

Ostatnio wzrosło zainteresowanie otwartymi mapami, więc warto, albo trzeba, powiedzieć o aplikacji (głównie) do nawigacji na system Android.

OsmAnd jest niesamowicie rozbudowana i trudno mi z pamięci wymienić wszystkie jej funkcje, ale do najważniejszych należą:

  • nawigacja z podziałem na samochód, rower, spacer (ostrzeżenia o fotoradarach, przekroczeniu prędkości)
  • nagrywanie śladu GPS (+ jego analiza)
  • zaznaczanie na mapie ulubionych miejsc (z podziałem na kategorie)
  • zapisywanie map offline
  • wyszukiwanie punktu po adresie lub nazwie
  • edycja OSM i zgłaszanie błędów w trybie offline
  • bardzo rozbudowane funkcje nawigacyjne, mam tu na myśli… jest ich tyle, że po ponad roku użytkowania nadal odkrywam nowe

OsmAnd jest aplikacją w 100% otwartoźródłową na licencji GPLv3, ale jak to bywa w projektach OS (opensource) musi przynosić jakieś zyski, dlatego autor w Google Play wystawił ją nie raz a kilka razy. Wersja darmowa w GP jest uboga, posiada limit pobranych map, kategorii, mniej funkcjonalności z poziomu UI, i nawet limit na aktualizacje map. Druga wersja to płatna OsmAnd+, ale jest też trzecia opcja, żeby bez kombinowania zdobyć wersję plus za darmo.

Po pierwsze, należy pobrać F-Droid (alternatywa dla Google Play), którą trzeba pobrać ręcznie i zainstalować plik .apk.

F-Droid działa jak linuxowe repozytorium paczek, developerzy aktualizują za nas paczki, serwer je buduje i są gotowe do instalacji/aktualizacji. Wystarczy otworzyć F-Droida, który jest bardzo prosty w obsłudze i można wybierać w aplikacjach do pobrania. Wszystkie aplikacje są darmowe do pobrania i użytkowania. Co więcej, wszystkie są otwartoźródłowe, a to ważne, jeśli troszczysz się o swoje bezpieczeństwo i prywatność.

ekran menuekran fdroid

Continue reading

Wirtualne środki finansowe, to takie, które nie są poparte matematyką, ani surowcem ani pracą. Do wirtualnych środków finansowych zaliczamy np. kupony rabatowe, waluty istniejące w grach komputerowych.

Cyfrowa waluta, to taka, która jest poparta matematyką, surowcem lub pracą. Do tego typu zaliczymy np. PLN, GPB, BTC, LTC.

Nadal jednak wolę gdy LTC, BTC nazywamy kryptowalutami.

Anonimowość – nie wiem kim jesteś, ale wiem lub domyślam się co robisz.
Prywatność – wiem lub domyślam się kim jesteś, ale nie wiem co robisz.

Które lepiej pasuje do kryptowalut?

Mój publiczny adres BTC to: 1AgiLoBAo9FbwtRactcNSnAcZ8GzYHCHQB, więc przelewy do/z tego adresu nie są anonimowe (przynajmniej dla mnie). Ale jakie i ile mam innych adresów? Ile na nich trzymam i na co wydaję?
Jeśli któryś z tych adresów zostanie użyty na giełdach, które wymagają ode mnie skanu dowodu, to tracę prywatność, gdy kupię za BTC na overstock.com, również tracę prywatność, bo overtsock.com ma mój adres domowy, imię i nazwisko.

Obecnie bardziej prawdopodobne jest, że ktoś wyciągnie Ci pieniądze z komputera niż z kieszeni. Bitcoiny giną na potęgę, co chwilę jakaś giełda zostaje okradziona, padają dyski, przypadkowo usuwają się dane, czy po prostu ktoś nie przewidział w rm -rf /$ZMIENNA pustej zmiennej. Cold wallet może Cię uchronić przez stratą BTC, jeśli go tylko dobrze przygotujesz.

Cold wallet jest zapisem danych cyfrowych w postaci fizycznej, jak np. papierowej, plastikowej, drewnianej czy metalowej, umożliwiającym ich odczytanie przez właściciela i każdego znającego hasło do odszyfrowania danych.
Continue reading

Wiele osób myśli, że portfele walut cyfrowych to jedynie program, który uruchamia się na komputerze, telefonie czy tablecie. Jest to jedna z możliwości, jednak nie jest to metoda przechowywania kryptowalut. Te portfele służą do wydawania, a nie do bezpiecznego przechowywania. Chociaż portfele jak np. Bitcoin-Qt czy Litecoin-Qt można / trzeba zaszyfrować, nadal nie jest to bezpieczna metoda przechowywania oszczędności w kryptowalucie.

Continue reading

Minęło już sporo czasu od ostatniego posta, przyszedł czas na podsumowanie. Opiszę jak wyglądają warunki życia w Aberystwyth i Walii i same mieszkania. Zacznijmy od “tradycji” Brytyjczyków. W Walii wszystko robi się byle było zrobione na szybko, większość prac to fuszerki, ostateczny efekt pracy można nazwać “drogim śmieciem”. Remont mieszkania robi się zimą, bo budowlańcy oczekują dobrej pogody, więc niczym dziwnym dla Brytyjczyków nie jest remont okien w lutym. Zostałem z dziurawą framugą i pękniętą szybą na 9 dni w pokoju w domu studenckim. W nocy temperatura w sypialni spadała do 5°C, czyli do temperatury, jaka normalnie panuje w tamtejszej łazience bez grzejnika; w łazience nie ma też kontaktów, żeby podłączyć grzejnik czy golarkę. W salonie też rzadko bywają grzejniki. Przez 3 lata nie widziałem, żeby w jakiejkolwiek łazience był kontakt, więc suszenie włosów przenosi się do pokoju, czasami do kuchni.

W takim stanie zostało moje okno po remoncie. Po remoncie.

W takim stanie zostało moje okno po remoncie. Po remoncie.

Z grzejnikami jest różnie, ale jak masz w mieszkaniu ogrzewanie na gaz, to prawdopodobnie będzie cieplej, niż mając ogrzewanie na prąd. Wiele mieszkań używa systemu Economy 7 – prąd jest blisko 3x tańszy w godzinach od 2 do 7 rano (zależnie od rejonu), wtedy w pokojach masz grzejniki elektryczne, które składają się z grzałki i cegieł. W ciągu tych nocnych godzin grzejnik ma nagrzać cegły, tak, żeby to z nich czerpać ciepło w ciągu dnia. Mając taki 3000W grzejnik w 20mm pokoju, nie łudź się, że temperatura będzie na poziomie 18°C. O ile w Polsce normalne jest, że zimą się grzeje i gdy na zewnątrz jest -20°C, w domu jest +25°C i można chodzić w koszulce, o tyle w UK, gdy na dworze jest 5°C w domu będzie 10°C. Brytyjczycy uważają, że jest to całkowicie normalne, bo przecież jest zima. Tutaj wytknę ich hipokryzję – sezonowość temperatur w domu jest zachowana, zimą jest zimno, latem jest upalnie i oni to rozumieją, ale na pewno nie zrozumieliby, gdyby wczesną wiosną brakło jabłek czy pomidorów w sklepach.
Kiedy wprowadziłem się do mieszkania, które znajduje się w domu mającym w nazwie “Villa” (domy w Walii mają swoje nazwy własne, które dodaje się w adresie), od samego początku miałem przygody z grzybem, pleśnią i wilgocią. W 4 pomieszczeniach w mieszkaniu nie ma żadnej wentylacji, oprócz jednej w łazience, zamontowanej centralnie nad prysznicem. W pierwsze dni po wprowadzeniu się do mieszkania znalazłem grzyba za firanką w sypialni, w półko-ściance w salonie, za spłuczką w łazience oraz smród zgnilizny w piwnicy. Cieknąca woda z kranu, dopływu do pralki, toalety, rury ze ściekami przechodzącej przez piwnicę nie jest w Walii problemem, co więcej – jak zapewniał mnie właściciel mieszkania – oni wody w UK mają za dużo i nie wiedzą jak jej się pozbyć! I znowu hipokryzja: chociaż twierdzą, że mają za dużo wody, to nie jest ona darmowa, jak w Irlandii czy na Islandii, a opłata za ścieki jest wyższa niż w Polsce. Mieszkałem w 3 różnych mieszkaniach przez 3 lata i w każdym z czegoś ciekła woda. Znajomi mieli te same problemy, czy to prysznic, bojler, spłuczka czy rura ze ściekami. W każdej umowie o mieszkanie zawarty był punkt, zgodnie z którym wynajmujący ma obowiązek zgłaszać usterki właścicielowi, a właściciel mieszkania je naprawiać. O ile właściciel uzna, że cieknąca woda to problem, naprawi, nie trzeba jednak długo czekać, aż problem powróci, bo jak pisałem, wiele napraw to fuszerki, byle taniej, byle szybko. Cytat z maila od właściciela:

After visiting lots of plumbing suppliers in vain  trying to gain a  replacement  flush valve. Unfortunately they have just informed me today that the cistern is likely to be a foreign import and they are unable to locate a part.

Poniżej piękne przykłady:

Na zdjęciu dwie rury w piwnicy, w obu cieknie, podczas deszczu cieknie też ze ściany. W tle czujnik dymu.

Dwie rury w piwnicy, z obu cieknie, podczas deszczu cieknie też ze ściany. Za to w tle czujnik dymu.

od kilku dni coś śmierdziało za pralką, to tylko woda

Od kilku dni coś śmierdziało za pralką.. Na szczęście to tylko woda, właściciel wymienił uszczelkę i wytarł grzyba szmatą, bez rękawiczek, skaleczył się, co też jest częste i upaprał zagrzybioną ścianę krwią.

Grzyba widziałem w każdym budynku, w jakim miałem pokój. Czy to na suficie, bo ktoś zalał swoje mieszkanie, w piwnicy, bo cieknie rura, a może na strychu, bo robotnicy zrobili dziurę w dachu późną jesienią i załatali dopiero wiosną. Znajoma opowiadała mi, że u w jej mieszkaniu przeciekał dach, nie mogła wytrzymać wilgoci w domu, wyprowadziła się, a jej byli współlokatorzy poinformowali ją tydzień później, że zarwał się sufit w salonie, bo beton był za mokry i konstrukcja nie wytrzymała…

Do tego wszechobecna czystość…

Zdolności kulinarne Londyńczyka 2. roku studiów ;)

Naleśnik w wykonaniu Londyńczyka 2. roku studiów ;)

No, dobra to tyle narzekania na wodę. Pomówmy o czymś przyjemniejszym. W Walii jest cicho, nie ma śmieci na zewnątrz, to coś co pierwsze rzuca się w oczy każdemu, kto tu przyjedzie z Polski. Śmieci w lesie, na łące czy w mieście są rzadkością. Zawsze jak wracam do rodzinnego miasta w Polsce, zaraz za domem widzę górkę śmieci, popiołu, do tego puszki, butelki czy plastikowe kubki, w rzece czy stawie pływają folie i puszki, drogi i mury są zamazane wulgarnymi słowami. W Walii widziałem to tylko w jednym miejscu – w polskiej dzielnicy w Aber. Jak na plaży zauważysz potłuczoną butelkę po piwie, z pewnością będzie to butelka po lechu albo tyskim. Walijczycy dbają o dobro publiczne, bo wiedzą, że to ich wspólne, czyli każdego, a w Polsce panuje przekonanie, że to co wspólne, to niczyje. W parku można zobaczyć np. nieuszkodzoną ławkę postawioną w 1999 r. Żeby się o tym przekonać, możesz przejrzeć moją galerię zdjęć z Aberystwyth lub północnej Walii.

Małe owieczki

Małe owieczki

W Polsce zabytki są pod kontrolą konserwatora, jeśli zepsuła się klamka, konserwator musi wyrazić zgodę na jej wymianę, co może trwać tygodniami. W Walii? Możesz chodzić po murach zamków, schodzić do piwnic, chodzić i robić co chcesz. W Aberystwyth są ruiny zamku, których większa część znajduje się na wzgórzu, a reszta od 200 lat pod wodą. Zamek jest zamieniony na mały park, część służy jako boisko, plac zabaw, inna część do odpoczynku, można się położyć na trawie czy usiąść na ławce i zjeść spokojnie obiad… Nie wiem, czy w Polsce konserwator wydałby zgodę na budowę placu zabaw na ruinach zamku.

Ławka w parku

Ławka w ruinach zamku

 

Starożytny obóz rzymski

Starożytny fort rzymski

 

Przejście po murach zamku w Conwy

Przejście po murach zamku w Conwy